poniedziałek, 22 września 2008

Rozdział 1

Obudziłam się, choć nie mogę dać głowy czy to na pewno nie był sen. Zdaje się, że nigdy wcześniej nie było mnie w takim miejscu. Leżałam brzuchem do góry. Moje oczy były ślepo wpatrzone w płynące po błękicie białe puchate obłoczki. Nawinie wyciągnęłam do nich rękę, sprawdzając, czy nie dałoby się ich dotknąć. Jednak tak nie było. Moja ręka opadła bezwiednie na miękkim zielonym poszyciu kołyszącym się w rytm gwiżdżącego wiatru. Błogi spokój malował się w okolicy. Ostre, wesołe promienie słoneczne cięły obłoki i niebo niczym złote miecze i promieniały niezwykłą radością egzystencji.

- Obudziła się - usłyszałam nagle głos Graigha.

- Nareszcie - Powiedziała Keda oschłym tonem. - Jak długo można na was czekać?

-Przecież już nie śpię - powiedziałam leniwie i podniosłam się siadając w ich towarzystwie. Byliśmy na skraju jakiegoś lasu. Czuło się świeży, leśny zapach a szum drzew kołysanych na wietrze sprawiał iż wszystko wydawało się być takie magiczne.

- Musimy coś na to poradzić -usłyszałam zmartwiony głos Arime - ludzie nie wiedzą o naszym istnieniu, jeśli im się pokażemy zapewne nie zrozumieją...

- Cóż, nie wszyscy z nas mają takie dziwaczne cechy - wzruszył ramionami Graigh.

-Nie wszyscy są tacy jak ty - odparła Hiro biorąc pod ramię Arime i patrząc oskarżycielsko na mężczyznę. - Schować skrzydła wszyscy umiemy, jednak posiadamy takie elementy, które nie są normalne u ludzi.

- Na przykład elfie uszy - powiedziała Keda.

- Moje srebrne włosy też nie są codziennością - dopowiedziałam. - Podobnie jak lawendowe włosy Arienne.

- Zgadza się - powiedziała Keda przymykając oczy i splatając ręce na klatce piersiowej.

-W ogóle, wie ktoś o co chodzi? - Spytała Arime. Zapadła cisza, wszyscy spojrzeli po sobie szukając tego, kto wyjaśni co się właściwie stało. Wreszcie wszystkie oczy spoczęły kolejno na Graighu i Kedzie. Oboje równo sapnęli i spojrzeli po sobie.

- Wygląda na to, że mamy jakąś dziwaczną misję - powiedział poważnie mężczyzna. - Pamiętam jedynie słowa dotyczące jakiegoś kryształu. Zdaje się, że tego mamy szukać. Co więcej, jest on nam chyba potrzebny do życia.

- Tak... też słyszałam te słowa - powiedziała Arienne zbliżając się do Graigha i robiąc do niego psie oczka. - Czy to oznacza, że zostaniemy rozdzieleni?

- Nie sądzę - powiedział patrząc na nią z politowaniem.

-A co jeśli kryształ jest tylko jeden? - Spytałam nagle. - Zakładając, że tak będzie kamień zapewni życie tylko jednemu z nas. Jesteśmy tworem przedziwnej nauki, zakazanym tworem, który jednak okazał się być nietrwały...

Znów zapadła cisza. Wszyscy głęboko rozmyślali nad taką możliwością, chodź patrząc na Kedę, widziałam, że ona podjęła już decyzję. Nawet nie musiała mówić, zapewne będzie chciała zagarnąć kryształ tylko dla siebie. W zasadzie, któż tego nie chciał w tym momencie...?

- Wolę więc szukać kamienia na własną rękę – powiedziała Keda, jednak nikogo nie zdziwiła ta wypowiedź. W zasadzie wszyscy tylko na to czekali. Keda nie czekała więc ani chwili. Nie chciała słuchać naszych argumentów, ani też nikt już nie chciał jej zatrzymywać, gdy zdążyła już wstać i rozłożyć łabędzie skrzydła. - No cóż, sądzę, że nie będzie mi potrzebne wasze towarzystwo w trakcie znalezienia kryształu, toteż nie chcę by ktokolwiek pałętał mi się pod nogami. Jeśli ktoś wejdzie mi w drogę, po prostu zabiję…

- Na tak – mruknął Graigh. – Poszedłbym za nią, ale jeszcze mi życie miłe.

- A daj z nią spokój – machnęłam ręką. – Jej nic nie wytłumaczysz. Jednak, nie jest taka głupia. Szukając kryształu na własną rękę nie będzie potem musiała wybierać kto weźmie kamień a kto umrze. Jednak porywa się z motyką na słońce, jeśli chce walczyć z nami wszystkimi.

- Nami? – Spytała Arienne patrząc na mnie spode łba. – Wybacz, ale myślę podobnie jak Keda. Nie chcę by moje życie było ulotne, więc raczej nie zamierzam się z nikim dzielić.

- Wyszła twa prawdziwa natura – powiedział Graigh patrząc na mnie szelmowsko. – Sądzę, że w czwórkę łatwiej nam pójdzie szukanie, jeśli nie jesteś z nami jesteś przeciw nam, pamiętaj.

- Myślałam raczej, że tak jak Keda pójdziesz swoją drogą – powiedziała Hiro. – Chyba się przeliczyłam.

Arienne pokręciła głową z niedowierzaniem i podniosła się otrzepując swoje skąpe ubranko. Rozłożyła swoje demoniczne skrzydełka i spojrzawszy na nas po raz ostatni niezwykle chmurnie odleciała w swoją stronę. Nagle wstał również Graigh. Wyprostował się i spojrzał w niebo. Żadna z nas nie wiedziała co on szykuje, gdyż na jego twarzy malował się ten złowieszczy uśmieszek. Patrzyłyśmy tak na niego przez chwilę, aż podniosłam się z miejsca.

- To nie traćmy czasu – powiedziałam. – Nie siedźmy tu z założonymi rękoma i od razu bierzmy się do poszukiwań.

- Ale od czego zacząć? – Spytała Arime patrząc na mnie pytająco.

- Ja chyba wiem – powiedziała nagle Hiro, więc wszyscy spojrzeli na nią. – Każdy z nas ma chyba jakąś zdolność, która pozwala mu odnaleźć „Anielski Kryształ”, że tak go nazwę. Ja na przykład odkryłam swoją.

- Co to takiego? – Spytała Arime.

- Jej lampa – odparł Graigh wskazując na światełko, które zmieniło się w obraz. Obraz śnieżnej pustyni i przedziwnej jaskini lodowej, zaś jej próg aż do sufitu spowity był cudaczną, perłową masą, w której odbijały się gwiazdy. – Wskazuje miejsce gdzie powinien znajdować się kryształ.

- No patrz – powiedziałam nagle. – Mój stary złoty zegarek ma pod wieczkiem lusterko, w którym właśnie dostrzegłam dokładnie ten sam obraz.

- Zapewne nasze przedmioty, mają jakiś związek z tym miejscem – powiedziała Arime.

- Chodźmy więc – powiedziałam nagle i ruszyłam przed siebie. – Przed nami długa droga…

Prolog

Gdy stało się jasne, że nigdy już nie będę normalna - postanowiłam, że będę przynajmniej najlepsza w swoim rodzaju. Widziałam podobnych do mnie. A jednak. Nikt nie jest ze mną spokrewniony. Aż dziwne. Niczego nie pamiętam co miałoby jakiekolwiek znaczenie dla mnie czy dla kogokolwiek. Od tamtej jednej chwili byłam jak czysta karta.
Nazywam się Karimah i narodziłam się jakiś czas temu w jakiejś dziwnej pracowni. Niestety - wydaję się, że mimo moich starań jestem najgorszą spośród wszystkich 'aniołów'. Choć w zasadzie każdy z nas wygląda inaczej, to jednak sądzę, że ja wyszłam najszkaradniej. Innym zdaje się jednak nie przeszkadzać kapelusz, szara marynarka i krótka spódniczka i złote oko wyglądające spod srebrnej grzywki (drugie oko muszę ukrywać). Ojciec powiedział, że jeszcze kiedyś będę najpiękniejsza, jednak gdy patrzę na pozostałe 'anioły' sądzę, że to niemożliwe. Graigh na przykład, jest jedynym przedstawicielem brzydszej płci wśród nas. A mimo to wydaje mi się, iż jest ode mnie ładniejszy! To chyba przez te długie i piękne jak czarny jedwab włosy, choć nie podobały mi się jego ulubione czarne golfy. On w ogóle był dziwny... taki diabeł wcielony. Ogólnie denerwują mnie również pozostałe cztery anielice, które są okazem piękna... Była śliczna Hiro. jasnowłosa piękność w króciutkiej, morskiej sukieneczce, długie tego samego koloru rękawiczki i podkolanówki do pary. Na głowie zaś nosiła coś w rodzaju opaski, której zakończenia przypominały małe skrzydełka. Lubiłam ją, nie powiem. Była miła, sympatyczna i skromna - uwielbiała czytać. I właśnie z tej racji, jako było ciemno zawsze u nas, nosiła przy sobie magiczną lampkę, która dawała niebieskie światełko. Trzymała z nią Arime, jakby jej kopia, gdyby nie długie elfie uszy i czarne jak noc długie włosy, ach tak! I ta opaska też jakaś inna, jakby w koronce i przy lewej końcówce miała sztuczną różyczkę. Ot taka gotycka lolitka, która nosiła przy sobie mnóstwo krzyży... nawet na butach. Keda była nieco inna. jej kasztanowe długie włosy pięknie falowały przy każdym szybkim ruchu mistrzyni miecza japońskiego. Zawsze w tunice lub wrzosowym kimonie. Lubiła sake... nawet bardziej chyba niż ja swój elegancki, mroczny styl... Ogólnie wredne z niej babsko, choć sądzę, że dałoby się to zmienić. Jest bezkompromisowa i czasem łatwo od niej oberwać. Natomiast osobowością dopiero była Arienne. Sukkuba jedna. Za grosz smaku i pohamowań. Gdyby mogła pokazałaby całemu światu co ma na sobie. W jej mniemaniu im gorzej było tym lepiej. Zoczona często zalecała się do Graigha, który z kolei brzydził się jej widokiem. Była ładna, fakt, jednak ta słodka twarzyczka i gorsecik z paseczkiem, który miał imitować spódniczkę wzbudzały jedynie zgorszenie. Zawsze jej powtarzałam, że gdyby tak założyła ładną sukienkę pod kolor jej lawendowych włosów i bursztynowych oczu wyglądałaby o niebo lepiej... odwracała się w ów czas na pięcie i obrażona odchodziła.
Tego jednego dnia, pamiętam to jak dziś, usłyszałam głos. Siedziałam wtedy w swoim maleńkim pokoiku, oczywiście cały w wulgarnym kuście. Wydawało mi się, że głos niesie się po całym budynku. Choć wiele z tego nie rozumiałam, czułam, że była to szansa na wolność. Wiedziałam podświadomie, że zapewne niedługo wszyscy opuścimy to miejsce. Jednak to co usłyszałam przerosło moje oczekiwania.
- Do życia potrzebny jest kryształ - powiedział i nagle zmorzył mnie sen.